O mnie

Już nie nastolatka, choć ciągle dzieciak w duszy. Pasjonuje się życiem. Interesuje się aktorstwem, filmem i teatrem. Lubi robić zdjęcia, gotować, czytać i wywijać salta. Uwielbia koty i kawę.
Ma milion pomysłów na minutę, wszystkiego chce spróbować. Nie potrafi też streścić siebie w paru zdaniach, więc zapraszam do czytania bloga. ;)
kontakt:
itsnesti@gmail.com

piątek, 29 września 2017

update.

Hej! Dzisiaj chciałam wrzucić szybki post żeby znowu nie zostawiać bloga w czarnej dziurze zapomnienia ;)

Ostatnie dni były dla mnie dość pracowite. Głównym tematem było znalezienie pokoju w Krakowie. Łatwo nie było, niestety chyba trochę za późno się za to zabrałam i nie było za bardzo w czym wybierać, no chyba że za kosmiczną cenę. Na szczęście się udało, choć stresu nie brakowało. 
Wczoraj byłam ostatni dzień w pracy, dzisiaj tylko po wypłatę i do widzenia!
Wyjadę prawdopodobnie jutro, więc mam jeszcze milion spraw do załatwienia, ale przede wszystkim muszę skończyć pakowanie. Nienawidzę się pakować. Na szczęście część rzeczy już zawieźliśmy, ale jeszcze sporo zostało, a tym razem będę jechać pociągiem. Coś czuję, że będzie ciężko, ale trzymajcie kciuki, dam radę! ;)



Wieczorem jeszcze planuję iść po raz ostatni przed wyjazdem do teatru. Nawet nie mam nadziei, ja wiem, że będzie super, więc jestem podekscytowana. No ale wcześniej czeka mnie dużo rzeczy do zrobienia. Dlatego też ja się zmywam, a Wam życzę miłego dnia!


piątek, 1 września 2017

my bullet journal?


Hej, hej, witam ponownie!
Dzisiaj chciałam pochwalić się moim nowym projektem/próbą. Mówię tu o moim własnym bullet journal'u. Od dłuższego czasu na youtube oglądałam filmiki typu plan with me albo właśnie na temat takich zeszytów. Zawsze mi się to podobało i  zawsze byłam fanką planowania, zeszytów, pisania, notowania itp itd. Jednak założenie takiego plannera wydawało mi się zbyt pracochłonne, trudne i w ogóle było tego za dużo do ogarnięcia na raz. Mimo to, postanowiłam spróbować i dotarło do mnie, że największą zaletą tego typu planowania jest to, że nie ma żadnych zasad ani ograniczeń, żadnych wymogów. A do tego mogę w końcu uwolnić swojego wewnętrznego artystę (haha).


Zaczęłam oczywiście od strony tytułowej, gdzie pozwoliłam sobie na odrobinę kreatywności. Długo myślałam jak ją ozdobić, aż w końcu po prostu zaczęłam sobie bazgrolić i wyszło coś takiego. Nie jest to może super-ładne, ale nie o to w tym chodzi. Nie jestem przecież artystką, nie musiało to być idealne. Ważne, że mnie się podoba i dobrze się przy tym bawiłam. Poza tym, to przecież dopiero początek.
Postanowiłam zacząć najprościej jak się da. Kupiłam zeszyt za 40gr, złapałam długopis i start. Zobaczymy co z tego będzie. Jeśli przez wrzesień będę systematycznie go używać, myślę o zainwestowaniu w porządny zeszyt i stworzeniu takiego prawdziwego bullet journal, gdzie tworzysz rozkłady roczne itd (duużo różnych, fajnych rzeczy)


Gdy przewrócimy kartkę, zobaczymy prosty kalendarz na cały miesiąc. 
Jestem raczej wzrokowcem, więc lubię kiedy mogę zobaczyć poszczególne wydarzenia w odniesieniu do całości miesiąca; tak samo z planowaniem tygodniowym. Dlatego też myślę, że nie zrezygnuję z tradycyjnego kalendarza/plannera całkowicie bo w bullet journalu nie jesteś w stanie narysować tygodniowych rozkładów wychodzących daleko w przyszłość (to znaczy niby technicznie tak, ale nie jest to praktyczne bo tym samym zabierasz sobie wolność tworzenia na bieżąco)


Głównym powodem, dla którego chciałam założyć taki zeszyt są trackery. Uważam, że są świetnym sposobem, żeby śledzić swoje nawyki, albo stworzyć nowe. Podobno potrzeba 21 dni aby stworzyć nowy nawyk. Przekonajmy się ;)


Tak jak widzicie, ja stworzyłam jedną stronę zatytułowaną "Line a day" gdzie codziennie mam zamiar wpisywać zdanie, które mi przyjdzie do głowy na temat tego dnia. Może to być cokolwiek: jak się czuję, jaka jest pogoda, jakieś wspomnienie dosłownie co mi się w danej chwili wymyśli.
Natomiast na drugiej stronie zagościł klasyczny habit tracker, gdzie śledzę np. to czy danego dnia poćwiczyłam, czy zdrowo się odżywiałam, rozciągałam, uczyłam hiszpańskiego i inne rzeczy, które są dla mnie ważne.

Dalszych stron zdecydowałam się już nie pokazywać, bo zawierają zbyt prywatne informacje. Podsumowując, myślę, że będę korzystać z mojego zeszytu konsekwentnie (aż mi się znudzi haha). Nie zrezygnuję też jednak z klasycznego kalendarza no bo cóż, uwielbiam planowanie i gotowy planner jest dla mnie bardzo wygodny. Natomiast bullet journal będzie idealny na takie rzeczy jak trackery, notatki i inne takie. 

To chyba tyle na dzisiaj, mogłabym się dalej rozpisywać na ten temat, ale myślę, że ciekawiej by było zrobić kolejny post ze zdjęciami i opisem, niż sam tekst. Także czekajcie na więcej, bo jak na razie mam dużo motywacji, żeby kontynuować tę przygodę.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

something new?

Hej!
Znowu zrobiłam przerwę w blogowaniu a to dlatego, że nałożyłam sama na siebie ogromną presję, żeby tym razem moje posty były super ciekawe i w pewnym sensie profesjonalne. Przez to straciłam całą chęć do pisania, bo miałam wrażenie, że napisanie posta jest pracą, stało się czymś co odkładam na później, nie było przyjemne. A dzisiaj doszłam do wniosku, że chce, żeby ten blog był miejscem gdzie mogę napisać wszystko i o wszystkim, albo w ogóle nic nie pisać tylko dodać parę zdjęć - bo taką mam ochotę.
W moim opisie jest, że czytając tego bloga, poznasz mnie, ale myśląc o postach,  które wcześniej pisałam... prawie wcale nie pokazuję tam siebie. Może nie są one sztuczne, czy 'niemoje', ale za każdym razem jak coś publikowałam, czułam, że to nie jest do końca to co bym chciała robić z tym blogiem. Dlatego od dzisiaj mam zamiar przestać stresować się tym, żeby posty były hmm... idealne? W każdym razie, zdejmuję z siebie presję, zaczynając teraz!


Spotkałam się wczoraj ze znajomymi z teatru. Nie spotykamy się często, bo każdy jest zajęty swoimi sprawami i trudno nam znaleźć jakiś wspólny termin, ale wczoraj się udało! Bardzo lubię te nasze spotkania - nigdy nie wiesz jak wieczór się skończy. ;)
Miałam też w końcu okazję, żeby założyć moją nową ulubioną sukienkę. Cały czas pracuję, a w pracy muszę mieć spodnie, ale trafiło mi się parę wolnych dni teraz więc korzystam póki mogę.








Proszę zignorować super czyste lustro w mojej windzie haha ;)
No i to chyba tyle na teraz, za chwilę wybieram się na rower, żeby zaliczyć jakieś cardio i zapowiada się relaksująco/pracowity dzień.
To do następnego!
Love

niedziela, 9 lipca 2017

Domowe masło orzechowe


Masło orzechowe, kto jeszcze nie słyszał o tym cudownym wynalazku? Ja zakochałam się w nim odkąd tylko mój brat - sportowiec zaczął używać go w swoich posiłkach. Oczywiście wiele razy słyszałam o maśle orzechowym, ale głównie widywałam je w amerykańskich filmach. Na szczęście aktualnie ten 'wynalazek' jest nam dobrze znany. W sklepach pojawia się coraz więcej różnego rodzaju maseł a firmy prześcigają się w tym, które jest bardziej naturalne, zdrowsze i ma więcej orzechów. Bardzo łatwo jest się w tym pogubić i skusić się nie na masło a bardziej krem orzechowy. W takich produktach znajdziemy mnóstwo soli, cukru i oleju palmowego. Każdy chyba wie, jak bardzo szkodliwe są cukier i sól, natomiast wiele osób nie zdaje sobie sprawy ze złego wpływu oleju dodawanego do produktów. Zachęcam do przeczytania artykułu na ten temat -> "Prawie trzy lata temu francuski senat próbował nałożyć 300 proc. podatek na produkty, w których używany jest olej palmowy. Swoją decyzję tłumaczył tym, że jest to substancja szkodliwa, ponieważ zawiera do 45 proc. niekorzystnych dla organizmu nasyconych kwasów tłuszczowych, sprzyjających otyłości, cukrzycy typu II i wzrostowi „złego” cholesterolu LDL we krwi."


Oczywiście na rynku możemy znaleźć też prawdziwe masła, zrobione w stu procentach z orzechów, bez niepotrzebnych dodatków. Niestety są one zazwyczaj o wiele droższe. Ja jestem fanką SO GOOD!® PEANUT BUTTER jednak kosztuje ono ok 30zł. 
Postanowiłam spróbować zrobić domowe masło. Pamiętałam, że mój brat kiedyś je robił, więc nie mogło to być bardzo trudne. I rzeczywiście takie nie było! 
Co potrzebujemy do zrobienia takiego masła? Hmmm orzeszków i blendera i... tyle! Ja dodatkowo podprażyłam je w piekarniku, ale mój brat stwierdził, że niepotrzebnie. Wystarczy wrzucić orzechy do blendera i cierpliwie je zmielić aż będą miały kremową konsystencję, a potem przełożyć masę do słoiczka. No i gotowe! Zajmuje to wszystko max 20 minut a smakuje idealnie, no i do tego jest o wiele tańsze. Za 400g orzeszków zapłaciłam ok 6 zł, a do zrobienia takiego słoiczka użyłam ok 2/3 opakowania.
Pamiętajcie tylko, żeby użyć niesolonych orzeszków.


A Wy lubicie masło orzechowe? Jak najczęściej je jecie? Ja szczerze mówiąc to łyżeczką ze słoika... haha ;) Ale nie tylko! Mam w planach post, w którym pokażę różne propozycje dań z dodatkiem masła. A jakie są Wasze ulubione?

Może Ci się spodobać

update.

Hej! Dzisiaj chciałam wrzucić szybki post żeby znowu nie zostawiać bloga w czarnej dziurze zapomnienia ;) Ostatnie dni były dla mnie dość...